Od kochających kino młodych, dla wszystkich spragnionych o nim rozmowy. DKF Politechniki Wrocławskiej wychodzi ze ścian uczelni prosto w progi Kina Nowe Horyzonty, prezentując format dwóch seansów w miesiącu powiązanych ze sobą podejmowaną problematyką.
Historie o potworach towarzyszą człowiekowi od tysięcy lat - nic więc dziwnego, że trochę się ich nazbierało. Przez wieki stwory przyjmowały najróżniejsze kształty, aby pełnić najróżniejsze role: straszyć, bawić oraz być zwierciadłem dla ludzkich dusz.
Równie wiele, co mitycznych kreatur, wymienić można powodów, dla których przychodzimy do kina. Począwszy od polowania na premierowe kąski, kończąc na kultywowaniu filmowej nostalgii seansami tytułów już nam znanych. Po wakacyjnej przerwie wracamy z cyklem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Przed nami dwa potwornie skrajne doświadczenia. Głośne Witajcie w Hope wrzuci nas w sam środek inwazji krwiożerczych istot, nie dając ani chwili wytchnienia od szalonego tempa akcji, a kultowe Potwory i spółka przyniosą fale wzruszeń, przenosząc do czasów, kiedy obawa przed stworem spod łóżka wydawała się zupełnie racjonalna.
Podmiot liryczny hymnu najsłynniejszego zespołu z Mysłowic zapewnia, że nie zmieni się, nawet kiedy pozostanie sam, i trudno nie zazdrościć mu tej pewności. Bohaterom naszego listopadowego cyklu przychodzi to o wiele trudniej, bo ich samotność ma konkretny dźwięk, szum morza pod balkonem wakacyjnego hotelu, a jej długość mierzy się latami, które muszą minąć, zanim ktoś odważy się do tamtych wakacji wrócić.
Aftersun Charlotte Wells i Everytime Sandry Wollner to właśnie takie powroty. Kurort jest w nich miejscem wyjętym z porządku zwykłych dni, a wyjazd próbą ucieczki od tego, co zostało w domu. Tyle że nawet podczas prześwietlonego poranka przy basenie najgłębsze rany nie chcą się zabliźnić. Oba filmy opowiadają o tej samej stracie, tylko z przeciwnych stron rodzinnego albumu. U Wells dorosła córka próbuje zrozumieć ojca i dopisuje do wspomnień sceny, w których jej nie było. U Wollner matka pakuje do walizki nieobecność córki i zabiera ją na Teneryfę. Album ten ma za to jednego fotografa: Gregory'ego Oke, którego ujęcia w obydwu przypadkach przypominają rodzinne zdjęcia, na których ktoś z najbliższych zawsze wychodzi odrobinę nieostry.
Przed nami droga, którą znacie: każde spotkanie zaczniemy od prelekcji, a zakończymy dyskusją po seansie.