Jeśli włoscy projektanci od dekad definiują modowy styl i elegancję, to twórcy giallo zadbali o to, by nieodłącznym dodatkiem do szykownych haute couture były krople krwi na błyszczącej skórze.
U przełomu lat 60. i 70. społeczno-kulturowa karuzela włoskiego życia publicznego wiruje w zawrotnym tempie, mogąc przyprawić o mdłości. Bunty studenckie oraz rozgorączkowana politycznie młodzież nacierają na wdzierający się na billboardy konsumpcjonizm, świadczący o kapitalistycznej kontrofensywie z Zachodu.
Giallo wbija się w ten tygiel. Gdy przez ulice przelewają się protesty, nowa moralność, blichtr oraz luksus, włoscy mistrzowie makabry odnajdują w tym festynie scenę dla zbrodni.
Giallo egzystuje na pograniczu thrillera oraz horroru, dziedzicząc gęsty klimat noir i przyzwolenie na brutalność usychającego spaghetti westernu. Nazwa prowadzi pierwotnie do żółtych (gialli) okładek literackich kryminałów, taśmowo wydawanych od drugiej dekady XX wieku. Ten pożółkły synonim taniej literatury sensacyjnej i grozy zyskuje w rękach filmowców nowe, transgresyjne szaty: kolor krwistej purpury, neonowy połysk oraz frenetyczną muzykę. Zabawa konwencjami kryminału wytycza nowe, niegrzeczne reguły pod postacią ostentacyjnie eksponowanego sadyzmu, perwersji oraz przemocy. Być może dlatego w filmach Bavy czy Argento postać detektywa nie pozostaje już centralnym punktem opowieści zmierzającej po nitce do kłębka intrygi, lecz staje się jednym z aktorów teatru makabry, w którym pierwsze skrzypce gra zbrodnia.
Pomimo kilku kluczowych punktów orientacyjnych gatunku, giallo pozostaje zaskakująco pojemną formułą. Seria morderstw, tajemniczy sprawca, nieoczywisty tropiciel i finałowa demaskacja wyznaczają wspólną mapę tych opowieści, lecz każdy twórca prowadzi widza inną ścieżką. Pod tym względem filmy giallo przypominają dorosłą, wyuzdaną wersję Scooby-Doo - zagadka kryminalna pozostaje punktem wyjścia, ale zamiast sympatycznych przebieranek otrzymujemy erotykę, paranoję oraz widowiskowo inscenizowane spektakle przemocy.
Spadkobierstwo giallo jest nieocenione. B-klasowe, transgresyjne filmy zyskały nowy wzorzec tego, jak intensywnie karmazynowa może być ekranowa krew i jak wiele można jej wylać. Autorzy post/neo-noir dali się uwieść ich modowemu szykowi oraz neonowej palecie barw. Być może to właśnie ta gałąź włoskiego kina uskrzydliła twórczość Nicolasa Windinga Refna czy duetu Cattet–Forzani.
W proponowanym zestawieniu zaprezentujemy filmy pionierów nurtu, prawdziwych projektantów zabójczego stylu. Sześć kobiet dla zabójcy Mario Bavy zdefiniowały ramy giallo. Głęboka czerwień zapewniła Dario Argento status mistrza i specjalisty gatunku, a „Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem” ironicznie wywróciło jego konwencje do góry nogami.
Pozwólcie się uwieść lśniącemu diamentowi włoskiej grozy - klejnotowi o tak precyzyjnie wyszlifowanych krawędziach, że sam dotyk grozi skaleczeniem.