repertuar

wczoraj
dzisiaj
jutro
PWŚCPSN
loading

dzisiaj

 
0
strona główna
Psychoza, reż. Alfred Hitchcock

Ceny biletów:

  • bilet normalny: 29 zł
  • bilet klubowy: 26 zł

Mistrzowski Kwintet: Alfred Hitchcock

06/02 - 15/02

Mistrzowski kwintet: Alfred Hitchcock. Dwugłos w ramach wprowadzenia. 

Michał Oleszczyk: Wiem, że obydwu nam bliskie jest słowo „klasyka”. Ale czy mówiąc o Hitchcocku per „klasyk”, czegoś mu czasem nie zabieramy? Hitch zawsze mówił, że swymi filmami chce grać na emocjach widzów; że widownia to jego instrument, a rzemiosło filmowe to uderzanie we właściwe struny tego instrumentu. Mówiąc „klasyk” chyba izolujemy się od tych uderzeń? Bo klasyk jest szacowny, zacny… bezpieczny! Czy Twoim zdaniem te filmy, które zobaczymy w cyklu, są bezpieczne? A może potrzebny jest nam trigger warning: Hitch sprawi, że poczujesz coś, czego jeszcze nie czułeś?

 Sebastian Smoliński: Hitchcock jest jednocześnie klasyczny i współczesny – mam nadzieję, że widzowie naszego przeglądu nie dostrzegą w tym sprzeczności. Nie da się ukryć, że to, co było „niebezpieczne” w latach 50., stało się już trochę oswojone; że wejście ikonicznych obrazów Hitchcocka na stałe do globalnej popkultury uczyniło z niego reżysera „rozpoznanego”. Ale będę uparcie twierdził: na pewno nie oczywistego. Od 2019 roku nagrywamy razem anglojęzyczny podcast „Foreign Correspondents: Deeper into Hitchcock” o całej filmografii Hitcha, za nami już ponad 40 odcinków – a więc powrót do kilkudziesięciu filmów. Ta przygoda pokazała mi, że tylko pozornie znamy to kino. I przede wszystkim: dopiero w kinie wizjonerstwo reżysera ujawnia w pełni swoją logikę wielkiego ekranu: w zakresie użycia gwiazdorskich twarzy, muzyki, montażu, kompozycji i ruchu kamery. Trigger warning: poczujesz coś, czego jeszcze nie czułaś, oglądając Hitchcocka w kinie!

Michał: Idealnie powiedziane! Mimo że moja przygoda z Hitchem trwa już ponad trzydzieści lat (zaczęła się z telewizyjnym seansem Ptaków w 1992 roku), zawstydzająco mało filmów Hitchcocka miałem okazję oglądać na dużym ekranie. A ilekroć to się udawało, przekonywałem się z całą mocą, że Hitch planował te filmy właśnie na duży ekran, jako doświadczenie kinowe. On sam świetnie znał różnicę między opowiadaniem telewizyjnym a kinowym – w końcu był pionierem serialowym, dzięki cyklowi Alfred Hitchcock przedstawia. Ale w kinie okazał się prawdziwym geniuszem zarówno w użyciu czerni i bieli, koloru, jak i dźwięku. Dodałbym też, że eksperymentował z nowymi możliwościami technicznymi, np. z systemem szerokoekranowym VistaVision, w którym nakręcił obecne w przeglądzie tytuły: Zawrót głowy i Północ, północny zachód. W Ptakach bawił się nowatorskimi efektami specjalnymi jak, nie przymierzając, James Cameron! To cudowne, że będzie można zobaczyć to na dużym ekranie. A zmieniając nieco temat… O czym są dla Ciebie filmy Hitchcocka przede wszystkim? Zapomnijmy o formie i zapytajmy o treść. Czy jest jedno słowo, które przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o „Hitchcockowskim temacie”

Sebastian: Pytasz o jedno słowo, a oczywiście Hitchcock to temat-rzeka i całe uniwersum. Ale jeśli miałbym wybierać, to tym słowem byłby lęk. Po naszej powtórce z Hitchcocka zacząłem wyraźniej dostrzegać kruchość portretowanych przez niego postaci i rodzaj thrillera, jaki wypracował. W filmach tego bodaj najpopularniejszego reżysera wszech czasów mamy stosunkowo mało sprawczości – to nie są opowieści, w których bohaterowie i bohaterki pokonują przeszkody, rozprawiają się ze złem, a na koniec mamy jako widzowie satysfakcję, że kibicujemy zaradnym, przebojowym postaciom (jak w większości kasowych hitów innych twórców). Postaci hitchcockowskie są zalęknione, niepewne, przestraszone, błądzą – i Hitch genialnie oddawał właśnie to poczucie zagubienia, strachu i wstydu. Myślę, że dotyczy to wszystkich filmów, jakie pokazujemy w Mistrzowskim kwintecie, nawet jeśli poszczególne z nich mają nominalnie tzw. szczęśliwe zakończenie. A dla Ciebie czym jest ów „Hitchcockowski temat”?

Michał: Myślę, że jest nim poczucie winy – jak na katolika przystało, bo Hitchcock jest jednym z arcykatolickich reżyserów, na równi z Robertem Bressonem czy Ermanno Olmim. Ten lęk, który trafnie nazwałeś, ma źródło w świadomości grzechu, która u Hitchcocka zostaje pożeniona z umiłowaniem makabrycznego poczucia humoru. Hitchcock przeczuwa, że Bóg może być okrutnym żartownisiem – raz po raz bohater Hitchcockowski wpada w tarapaty, mimo że jest relatywnie „niewinny”, tylko po to, by odkryć, że ta jego niewinność jest pozorna. Idealnym przykładem jest L.B. Jeffries z Okna na podwórze, którego jedynym grzechem jest ciekawość… dopóki nie zdamy sobie sprawy, że morderca z naprzeciwka w pewnym sensie realizuje najskrytsze marzenie Jeffa o życiu wolnym od małżeństwa. Dla mnie tematem twórczości Hitcha jest niemożność ucieczki od samego siebie. Możemy dokonać nagłego aktu skruchy, jak Marion Crane – ale właśnie wtedy okrutny los złoży nam fatalną wizytę pod prysznicem. Możemy żyć beztrosko, jak Roger O. Thornhill, ale na nasze królewskie pstryknięcie palcami odpowie nie kelner, ale złośliwe przeznaczenie. I to właśnie kadr z Północy, północnego zachodu jest kluczem do Hitcha: puste pole, niebo po horyzont, pojedynczy człowiek, a nad nim – atakujący samolot. Hitch nie zna pojęcia przyjaznego kosmosu. Świat na nas czyha, a do ucieczki musimy być gotowi dzień i noc.

Sebastian & Michał: Zapraszamy do królestwa suspensu!

Polub nas

Bądź na bieżąco, dołącz do newslettera!