W najbliższy weekend zapraszamy Was na spotkanie z kinem Andrzeja Żuławskiego – intensywnym, bezkompromisowym i do dziś wymykającym się łatwym opisom. W ramach krótkiego przeglądu Żuławski. Kino ekstazy pokażemy trzy filmy z jego francuskiego okresu, które najlepiej wprowadzają w ten osobny filmowy język.
Mija dziesięć lat od śmierci Andrzeja Żuławskiego, jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich reżyserów na świecie. Wspólnie z firmą dystrybucyjną Reset sięgamy po jego francuski okres twórczości i pokazujemy trzy filmy po rekonstrukcji, w formacie 4K. To moment, żeby przyjrzeć się kinu, które powstawało poza Polską, ale wciąż pozostawało z nią w napiętej relacji.
Zaczynamy od Najważniejsze to kochać – pierwszego filmu nakręconego na emigracji, z Romy Schneider i Klausem Kinskim. To kipiący emocjami dramat o miłości, która rozgrywa się między planem zdjęciowym a życiem prywatnym. Żuławski opowiada tu także o samym kinie jako przestrzeni schronienia. Ciemna sala projekcyjna działa jak azyl, a obrazy na ekranie pozwalają na chwilowe zawieszenie rzeczywistości.
Opętanie powstało po przerwanej realizacji Na srebrnym globie i w dużej mierze wyrasta z osobistych doświadczeń reżysera. Isabelle Adjani, nagrodzona w Cannes, prowadzi nas przez historię rozpadu związku, która stopniowo przechodzi w rejony fantastyki i cielesnego horroru. Żuławski mówił o inspiracji Scenami z życia małżeńskiego Ingmara Bergmana, ale jego film idzie w zupełnie innym kierunku, jakby próbował rozbić realistyczną obserwację i złożyć ją na nowo w bardziej radykalnej formie.
Na koniec Narwana miłość, film wpisujący się w estetykę cinéma du look, choć jednocześnie wyraźnie ją przekraczający. Sophie Marceau, Tchéky Karyo i Francis Huster tworzą tu emocjonalny układ, który równie dobrze mógłby wyjść z Dostojewskiego, co z kina sensacyjnego lat 80. Żuławski korzysta z energii teledysku, miesza konwencje i pozwala, żeby całość momentami wymykała się spod kontroli. W tle pobrzmiewa zarówno popkultura, jak i literatura, a scena napadu na bank spokojnie może konkurować z późniejszymi realizacjami gatunku.
Wracamy do tych filmów nie po to, żeby je oswoić. Interesuje nas raczej spotkanie z kinem, które pozostaje nieprzewidywalne i wciąż działa na własnych zasadach. Jeśli znacie Żuławskiego, zobaczycie go w najlepszej formie. Jeśli nie, to dobry moment, żeby sprawdzić, jak daleko może posunąć się filmowa ekspresja.