Największe stężenie Hitcha w Hitchu. Opowieść o poczciwym podglądaczu z nudów, który w trakcie rekonwalescencji po złamaniu nogi zaczyna podejrzewać sąsiada o zabicie żony. A może raczej: zaczyna fantazjować o tym, że kobietę, z którą się jest, można jakoś… usunąć? Ta wyborna czarna komedia to moim zdaniem największe Hitchcockowskie arcydzieło: rozegrane niemal w całości w przestrzeni jednego mieszkania, z równoległymi historiami rozwijanymi w każdym niemal oknie tytułowego podwórza.
[Źródło: Michał Oleszczyk]
Hitch w żywiole kina studyjnego: olbrzymia dekoracja przemyślanego do najmniejszego detalu podwórza, na które spogląda unieruchomiony na wózku i tropiący rzekomą zbrodnię James Stewart: obok Cary’ego Granta ulubiony gwiazdor reżysera. Perfekcyjna mieszanka humoru, suspensu i obyczajowych smaczków, które – wraz z zachwycającą rolą Grace Kelly – tworzą całość o nieodpartym uroku. Dreszczowiec o robieniu i oglądania kina, traktat o pozycji widza kinowego: równocześnie konceptualny i stuprocentowo rozrywkowy.
[Źródło: Sebastian Smoliński]