Najbardziej perwersyjna komedia w historii kina – tak Łukasz Knap zaczyna swoją recenzję. I dalej pisze: W komedii kulinarnej Juzo Itamiego, nazywanej niekiedy ramen westernem, właścicielka podupadającego baru szuka idealnego przepisu na japoński rosół. Zadanie karkołomne, bo jak sprawić - jak żąda od niej surowy nauczyciel - żeby wywar cechował się “szczerością, ale nie brakowało mu głębi i śmiałości”, a makaron był jednocześnie “zdecydowany, ale treściwy i pełen wigoru”?
Tampopo w unikatowy sposób karmi się gatunkami. W pierwszej kolejności westernem, bo w poszukiwanie idealnego ramenu udział bierze także sześciu wagabundów, którym przewodzi kierowca ciężarówki Goro. Satyra na Siedmiu Samurajów? Więcej, bo można się tu dopatrzeć wątku szpiegowskiego i scen treningów à la Rocky, ale także - niczym w kulinarnym odpowiedniku Casablanci - całą serię archetypów: nieszczęśliwa miłość, stary nauczyciel, tajemniczy awanturnik. Mnogość pobocznych epizodów, oderwanych od głównej opowieści, przywołuje skojarzenia z Ucztą Babette, Dobrym, złym i brzydkim, Wielkim żarciem, Śmiercią w Wenecji czy slapstickowym The Benny Hill Show. Roger Ebert słusznie zaliczył Tampopo do filmów niemieszczących się w żadnej znanej kategorii.
Problem z klasyfikacją tego najbardziej niezwykłego dzieła kina kulinarnego ma źródło w tym, że jego logika jest podporządkowana samej filozofii ramenu, opierającej się na różnorodności i nieskończonym potencjale rozwijania przepisów na bulion, makaron i dodatki. Trudno inaczej wyjaśnić poboczne, purnonsensowe opowiastki, które składają się na ten film, jak ta o starszej kobiecie znajdującej osobliwą przyjemność w obmacywaniu ekskluzywnych produktów w delikatesach. Albo epizod gangsterski z jedną z najbardziej perwersyjnych scen igraszek miłosnych z użyciem jajka, jakie zna historia kina.
[Źródło: Łukasz Knap: https://film.wp.pl/ , 11 czerwca 2017]

Kobieta, żona, współwłaścicielka oraz szefowa kuchni restauracji IDA kuchnia i wino. Restauracji nagrodzonej wyróżnieniem Bib Gourmand przewodnika Michelin.
Odważnie idąca po swoje, ufająca intuicji i z wielką pasją do życia. Podróżuje w każdej wolnej chwili, kolekcjonuje ceramikę i podziwia Wrocław z rowerowej perspektywy. Poza pracą oddaje się książkom, muzyce, kinie. To jej sposoby na odpoczynek i troska o swój dobrostan.
Małgorzata doskonale wie, że bez próby balansu i dbania o swoje zdrowie, żadne z odważnych i wymagających marzeń oraz celów nie byłoby możliwe do realizacji.
Teraz przyszedł czas na kolejną, kinową przygodę, która musiała wydarzyć się we wrocławskich Nowych Horyzontach, bo lokalność i jakość to dla Gosi motto życiowe, a nie powtarzane w mainstreamie hasła.