Dookoła dzieje się coś ważnego. 13–15 marca wracamy do trylogii Krzysztofa Kieślowskiego. W 30. rocznicę śmierci reżysera pokażemy wszystkie części Trzech kolorów – trzy filmy, które do dziś pozostają jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla współczesnego kina.
Umierając przedwcześnie 13 marca 1996 roku, Krzysztof Kieślowski znajdował się u szczytu sławy. Trzy dekady później jego filmy wciąż krążą w obiegu kultury: wracają w rozmowach o kinie autorskim, pojawiają się w dyskretnych cytatach i inspiracjach u twórców tak różnych jak Paolo Sorrentino czy Emi Buchwald, a odwołania do nich możemy odnaleźć nawet w teledyskach największych gwiazd światowej sceny muzycznej. Trudno o bardziej rozpoznawalny symbol tej późnej fazy twórczości reżysera niż trylogia Trzy kolory.
Między 13 a 15 marca pokażemy wszystkie trzy części cyklu inspirowanego hasłami rewolucji francuskiej: wolnością, równością i braterstwem. Zobaczycie Niebieski, w którym Juliette Binoche mierzy się z doświadczeniem straty i próbą odcięcia się od świata. W Białym Kieślowski sięga po gorzką ironię i historię Karola – polskiego fryzjera we Francji – który próbuje odzyskać poczucie godności po osobistej katastrofie. Całość domknie Czerwony, opowieść o spotkaniu młodej modelki i emerytowanego sędziego, film często czytany jako artystyczny testament reżysera.
Seanse trylogii to dobra okazja, żeby raz jeszcze przyjrzeć się wrażliwości Kieślowskiego: jego sposobowi patrzenia na przypadek, relacje między ludźmi i na to, co wymyka się racjonalnemu opisowi. To kino, które potrafi być bardzo konkretne, a chwilę później otwiera przestrzeń dla metafizyki. Wciąż inspiruje i wciąż potrafi uwierać, zmuszając do zadawania pytań, które nie starzeją się razem z datą premiery.
Podczas pokazu Czerwonego spotkamy się także z Dianą Dąbrowską, dyrektorką festiwalu Hommage à Kieślowski, która wygłosi prelekcję przed seansem i poprowadzi rozmowę po filmie.
Jeśli planujecie wrócić do trylogii na dużym ekranie albo zobaczyć ją w całości po raz pierwszy, to dobry moment. Miejsc jest coraz mniej, więc nie warto zwlekać.