Co się stanie, gdy paczka stonerów zamówi przez telefon bongo, które okazuje się być opętane przez demoniczną siłę? Dokładnie to, czego się spodziewacie. Charles Band, król kina gatunkowego, tym razem serwuje nam komediohorror o tym, że niektóre tripy kończą się znacznie gorzej niż kacem.
Bongo – a właściwie Bongżena, bo ma przecież swoje imię! – nie tylko mówi i ma własną osobowość (jadowitą), ale też potrafi wciągać ludzi do psychodelicznego świata wewnątrz siebie, gdzie czekają mutantki w bikini, striptizerki z zabójczymi stanikami i inne cuda rodem z najtańszych koszmarów. Całość wygląda jak odcinek Beavisa i Butt-Heada nakręcony przez Tromę, ale z większą ilością dymu i mniejszą ilością scenariusza.
UWAGA! Wszelkiej maści substancje we własnym zakresie i poza terenem kina.