W obu komediach poznajemy bohaterów w przełomowych momentach ich życia. Postać grana przez Chaplina stawia pierwsze kroki jako aktor, który jednak przez swoją chaotyczną naturę wprowadza na plan filmowy ogromne zamieszanie. Tymczasem młody mąż w wydaniu Keatona mierzy się z zadaniem zbudowania domu. Praca ta – za sprawą złośliwego psikusa odrzuconego zalotnika jego żony – okazuje się znacznie trudniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. W obu przypadkach potknięcia bohaterów uruchamiają lawinę niefortunnych zdarzeń, która z każdą minutą przybiera na sile. Początki rzadko bywają łatwe!
„Ślubne dzwony mają słodki dźwięk, lecz gorzkie echo” – tymi słowami rozpoczyna się komedia Jeden tydzień. I rzeczywiście, pierwsze dni małżeństwa bohatera granego przez Bustera Keatona to prawdziwa szkoła przetrwania. Nowożeńcy dostają od krewnego ziemię i dom, tyle że… w częściach do samodzielnego montażu! Jakby tego było mało, zazdrosny zalotnik złośliwie zamienia numery na skrzyniach z elementami konstrukcji. Od tej pory budowlane wysiłki młodego męża zamieniają się w pasmo katastrof, a ich finałowy efekt pozostaje daleki od ideału.
… choć większość filmów niemych znamy dzisiaj w wersji czarno-białej, dawna publiczność oglądała je zazwyczaj w kolorze? Stosowano wówczas chemiczne barwienie taśmy filmowej, a kolory nie były przypadkowe – pełniły funkcję kodu, który ułatwiał widzom śledzenie fabuły.