Prawdopodobnie największe stężenie biustów na ekranie w historii Szrotozontów - i jednocześnie film, który przypomina, że nawet na najbardziej roznegliżowanym cmentarzu można umrzeć z nudów.
Z umysłu Eda Wooda, twórcy filmu Glen czy Glenda i legendarnego Planu 9 z kosmosu, wyłania się kolejna perła kina, które logikę zostawia przy wejściu na cmentarz.
Pisarz horrorów John i jego dziewczyna Shirley ruszają nocą na poszukiwanie starego cmentarza, który ma dostarczyć inspiracji do kolejnej opowieści grozy. Zamiast literackiego natchnienia znajdują jednak coś znacznie dziwniejszego: rytuały Mrocznego Mistrza i jego wiernych sług, rozgrywające się gdzieś między seansem spirytystycznym, rewią z zaświatów i wyjątkowo osobliwym koszmarem klasy B.
Scenariusz napisał wspomniany Ed Wood, na ekranie pojawia się Criswell - samozwańczy jasnowidz znany z Planu 9 z kosmosu - a za zdjęcia odpowiada Ted V. Mikels, późniejszy twórca The Corpse Grinders. Orgia Umarlaków to kampowa, bezwstydnie absurdalna osobliwość z czasów kina „nudie cutie”: trochę horror, trochę nocny spektakl, trochę filmowy rytuał, który z każdą minutą coraz mniej udaje, że interesuje go fabuła.