Viridiana, jeden z najważniejszych filmów w dorobku Luisa Buñuelal i w całej historii hiszpańskiego kina, to dzieło niezwykłe. Prowokacyjna, wyrastająca z ducha surrealistycznego buntu przeciwko społecznym normom satyra była wyzwaniem rzuconym nie tylko widzom, lecz przede wszystkim reżimowi generała Franco.
Buñuel kręcąc historię Viridiany, młodej nowicjuszki, której gorliwa wiara i szczytne ideały zderzają się z mieszczańską obłudą, pazernością i okrucieństwem, wrócił do Hiszpanii po blisko ćwierćwieczu emigracji. „Zgodziłem się tylko pod warunkiem, że będziemy pracować z wytwórnią Bardem, znaną z panującego w niej ducha opozycji wobec reżimu frankistowskiego”, pisał w autobiograficznym „Moim ostatnim tchnieniu”, wspominając, że jego decyzja nie spotkała się ze zrozumieniem w środowisku republikańskich emigrantów. „Znowu atakowano mnie i znieważano, ale tym razem atakowali ci, do których sam się zaliczałem”.
Bezpardonowa krytyka burżuazji, chrześcijańskiej filantropii i kościoła katolickiego oczywiście ściągnęła na reżysera gromy ze strony Watykanu i frankistowskiej władzy. Cenzura zatrzymała dystrybucję filmu (na ekrany hiszpańskich kin wszedł dopiero w 1977 roku, po śmierci dyktatora), a Buñuel stał się w ojczyźnie niemile widziany. Do tego stopnia, że wydawane w Hiszpanii w latach 60. opracowania na temat historii kina ignorowały jego istnienie.
Tymczasem Viridiana przyniosła mu uznanie międzynarodowej krytyki, zdobyła Złotą Palmę na festiwalu w Cannes i otworzyła najważniejszy i najbardziej twórczy okres w dorobku niepokornego reżysera.