Od 10 maja w Kinie Nowe Horyzonty.
Zwariowana komedia o perypetiach pasażerów pewnego feralnego lotu do Meksyku. Pod wpływem, jak się wszystkim wydaje, nieuchronnie zbliżającej się katastrofy lotniczej, znajdujący się w samolocie ludzie postanawiają wyznać sobie najbardziej wstydliwe sekrety i wyjawić skrywane fantazje erotyczne... Film ma nawiązywać atmosferą do pierwszych dzieł hiszpańskiego reżysera. W obsadzie znalazła się plejada największych gwiazd hiszpańskiego kina, znanych z najsłynniejszych filmów Almodóvara - Penélope Cruz i Antonio Banderas oraz Cecilia Roth (Wszystko o mojej matce), Javier Cámara (Porozmawiaj z nią), Paz Vega (Porozmawiaj z nią), Lola Dueñas (Volver).
Przelotni kochankowie w programie kina
Pedro Almodóvar:
O miejscu akcji
Akcja film rozgrywa się w dość abstrakcyjnej, ciągle zmieniającej się, ale jednak identycznej, niebiańskiej przestrzeni znanej w lotnictwie jako „racetrack”. W tym wypadku to elipsa rozciągająca się na wysokości 5000 metrów nad miastem Toledo. Racetrack to ścieżka, którą poruszają się samoloty oczekujące na zgodę na lądowanie, gdy to z jakichś przyczyn się opóźnia. Filmowy lot PE 2549 został skierowany na racetrack nad Toledo bo ma techniczne problemy i musi lądować awaryjnie. Można spędzić godziny poruszając się po wyznaczonym torze w oczekiwaniu na wolny pas do lądowania, ale na ogół procedura ta nie trwa dłużej niż godzinę, dwie. Ale pasażerowie z Przelotnych kochanków jakoś nie mają szczęścia. Strefa powietrzna nad Barajas jest zamknięta, bo Organizacja Narodów Zjednoczonych ma ważny zjazd w Madrycie, w Walencji odbywa się akurat wyścig Formuły 1, a w Sewilli mistrzostwa świata w wyścigach motocyklowych. Kraj może i przechodzi poważny ekonomiczny kryzys (słowo, które w filmie nie pada), ale wszystkie lotniska są zajęte z powodu festiwali, wielkich sportowych wydarzeń, czy międzynarodowych spotkań wymagających najwyższych procedur bezpieczeństwa. Nie jest wolny nawet jeden pas, na którym można by wylądować.
O komedii
Komedia rozpisana na szeroki aktorski zespół od razu przywodzi na myśl filmy Berlanga czy Billy'ego Wildera. Obawiam się jednak, że Przelotni kochankowie nie wpisują się w żaden z komediowych modeli, których oni używali. Najczęściej myśli się o inspiracjach podczas pisania scenariusza, a doprecyzowuje się je w trakcie preprodukcji i zdjęć. Nie pamiętam, żebym myślał o jakichś konkretnych komediach i sposobach budzenia śmiechu podczas tych procesów. Ale jest też inny rodzaj wpływów, którym ulegają twórcy – te podświadome. Spróbuję zanurzyć się w ich cień i zobaczyć, co uda mi się odkryć. Teraz, kiedy film jest skończony widzę w nim elementy amerykańskiej „screwball comedy” (odmiana komedii romantycznej, w której do romansu dochodzi na skutek nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności).
Przelotni kochankowie nie są komedią bazującą na społecznych nastrojach, jednak to co się dzieje dzisiaj w Hiszpanii pojawia się na różnych poziomach. Choć w żaden krytyczny sposób się do niej nie odnosi. Chciałem, żeby mój film był lekki. Istnieją natomiast aspekty moralne, niezwiązane ze sprawami społecznymi czy wyznawanym systemem wartości, wynikające z fabuły i powiązane z bohaterami oraz ich wewnętrzną wędrówką od momentu jej rozpoczęcia, aż po kres. Te moralne aspekty nie służą do wydawania sądów o postaciach, bo te są bardzo dalekie od wzorowych zachowań. Wydaje mi się zresztą, że nie ma komedii, która opowiada o przykładnych bohaterach, a na pewno nie dzieje się tak w komediach współczesnych.
O muzyce
Kiedy pisałem scenariusz odkryłem psychodeliczne peruwiańskie cumbias luźno inspirowane kolumbijskimi cumbias granymi w latach 60. na elektrycznych gitarach. Ukazały się one na kilku płytach, w tym na The Roots Of Chicha, dzięki której poznałem tę muzykę. Zespoły, które znalazły się na tej składance mają wdzięk grup z początku lat 60., ale jednocześnie są cudownie egzotyczne. Oszalałem na ich punkcie. Już kiedy pisałem, wiedziałem, że muszę wykorzystać z tej płyty wersję Dla Elizy zespołu Los Destellos.
Już od jakiegoś czasu chciałem na ścieżce dźwiękowej swojego filmu umieścić coś Luiza Bonfá, fantastycznego brazylijskiego wykonawcy. Na otwarcie Przelotnych kochanków wybrałem jego wersję popularnego Malagueñasalerosa, w którym gitara Bonfá bardzo delikatnie, subtelnie, nastrojowo, wyrafinowanie i doskonale wprowadza nas w gatunek, jaki reprezentuje film. Mniej więcej w połowie filmu, kiedy dramaturgia zazwyczaj zwalnia, żeby za chwilę znowu osiągnąć klimaks chciałem umieścić numer taneczny w wykonaniu trzech stewardów z wykorzystaniem piosenki I'm so excited Pointer Sisters. To sprawiło, że film nie tyle nie zwolnił w swoim środku, ale osiągnął najintensywniejszy komediowy moment. „Za chwilę stracę kontrolę i bardzo mi się to podoba” śpiewają Pointer Sisters i to zdanie świetnie pasuje do tego, co za chwilę się zdarzy. Do zilustrowania kulminacyjnego momentu erotycznego katharsis w filmie wybrałem, trochę w stylu Tarantino, rytmiczne Skies Over Cairo rewelacyjnej angielskiej grupy Django Django. A na zakończenie tej pop komedii piosenka The Look z albumu The English Riviera zespołu Metronomy wydała mi się wprost idealna.