Od 21 czerwca w Kinie Nowe Horyzonty.
Charlie wciela się w postać Trampa, który pomimo braku pieniędzy ma wielkie i ofiarne serce. Pewnego dnia spotyka na ulicy niewidomą kwiaciarkę i poruszony jej urodą, kupuje od niej kwiat. Dziewczyna (Virginia Cherrill) myśli, że jest on bogaczem a włóczęga boi się wyprowadzić ją z błędu. Paradoksalnie tego samego wieczoru bohater Chaplina ratuje przed utonięciem pijanego milionera i dostaję od niego nagrodę. Może więc przynajmniej przez jakiś czas być wymarzonym opiekunem swojej ukochanej. Niestety, pieniądze się kończą, milioner po wytrzeźwieniu przepędza biedaka, a kwiaciarce grozi wyrzucenie z domu i przez brak środków na operację – dożywotnia ślepota... Zakochany Tramp zrobi jednak wszystko, by odmienić los dziewczyny. Ten piękny, niemy film, mimo ponad osiemdziesięciu lat od premiery, wyraźnie mówi: mając pieniądze - można być nikim, a można nie mieć nic i sercem zdobyć wszystko. To także wspaniała komedia, pełna niezapomnianych postaci, rozbrajających pomyłek i gagów.
Światła wielkiego miasta w programie kina
"Choć w wywiadach zapewniał, że gadające kino zamilknie upokorzone najdalej za 3 lata, szczerze obawiał się tego, jak zostaną przyjęte przez publiczność jego Światła wielkiego miasta - dzieło nieme, nonszalancko ignorujące przełom dźwiękowy. Decyzja Chaplina o odrzuceniu słowa jeszcze jeden raz wydaje się o tyle słuszna, że bohaterem nowego filmu Chaplina miał być znany z jego poprzednich dzieł Tramp. A kazać Trampowi mówić to gorzej niż zgolić mu wąsy. Niezdarny bohater w za dużych spodniach latami czarował widownię samym gestem i czynem, które wystarczały do wyrażenia pełni jego charakteru. W Światłach wielkiego miasta Tramp niezmiennie jest największym pechowcem świata, który z nieprawdopodobną zręcznością wychodzi ze wszystkich tarapatów. Znacznie trudniej jest mu uwolnić się od uczucia, które spada na niego, gdy spotyka piękną dziewczynę sprzedającą kwiaty. Odtąd bohater będzie dwoił się i troił, boksował i zamiatał ulice. Wszystko to, by zdobyć pieniądze na operację dla niewidomej ukochanej.
(...) Spośród kręconych po przełomie dźwiękowym filmów - zazwyczaj wątłych i banalnych pod względem fabuły - nieme dzieło Charliego Chaplina wyłania się jako chlubny wyjątek. Ostatecznie twórca postanowił udźwiękowić swój film – ale tylko tak, by pozostać w zgodzie ze swoimi przekonaniami. W Światłach wielkiego miasta pojawiają się sporadycznie "stuki" i "puki" - szmery towarzyszące ruchom. Natomiast w pierwszej scenie filmu, przedstawiającej uroczystość odsłonięcia pomnika, zamiast słów przemawiających gości słychać niezrozumiałe gęganie - będące kpiarskim ukłonem Chaplina w kierunku nowego kinowego trendu." (Patrycja Rojek, stopklatka.pl)