Od 14 czerwca w Kinie Nowe Horyzonty.
Pierwsza profesjonalna fabuła wielokrotnie nagradzanego filmowca niezależnego - Bodo Koxa, okrzyknięta przez krytyków najlepszym polskim debiutem ostatnich lat. Nieszablonowa komedia o przyjaźni trójki samotników: zdolnego webmastera Jacka, jego zamkniętego w sobie, niezwykle utalentowanego brata Tomka i nieufnej wobec otoczenia młodej antropolożki Magdy.
Dziewczyna z szafy w programie kina
"Niech obco brzmiące nazwisko nie myli, autorem filmu jest w stu procentach krajowy artysta, znany od dawna jako czołowy twórca kina niezależnego. To znaczy znany nielicznym widzom, ponieważ nasi niezależni, mimo że mają swoje festiwale i hierarchie, funkcjonują w niszy. Bodo Kox właśnie z niej wychodzi. Dziewczyna z szafy pokazywana była już na ubiegłorocznym festiwalu debiutów w Koszalinie, gdzie dostała m.in. nagrodę dziennikarzy, w pierwszych recenzjach zaś pojawiły się zachwyty, które dzisiaj dystrybutor zamieszcza na plakacie, w rodzaju „Absolutna rewelacja!”, „Światowe kino!”. W zapowiedziach można też przeczytać, że to polski Rain Man (...).
Debiutujący w profesjonalnym kinie reżyser ryzykował, obsadzając w roli słabszego brata Wojciecha Mecwaldowskiego, który źle kojarzy się z serią drugorzędnych komedii. Tutaj udowodnił, że stać go na znacznie więcej. Jego brata gra z powodzeniem, znany z roli ubeka w 80 milionach, Piotr Głowacki, w roli dziewczyny z sąsiedztwa debiutuje Magdalena Różańska. Mamy jeszcze ciekawy drugi plan, w którym pojawia się m.in. niewykorzystana w kinie świetna aktorka wrocławska Teresa Sawicka. Najkrócej można by powiedzieć, że to całkiem obiecujący debiut." (Zdzisław Pietrasik, "Polityka")
"Bodo Kox zrobił film o ludziach, którzy nie pasują do otaczającej ich rzeczywistości. O wyobcowaniu, ale też ogromnej tęsknocie za bliskością drugiej osoby. W Dziewczynie z szafy wszyscy tę tęsknotę odczuwają. Zamknięta w sobie Magda. Świadomy swego odchodzenia Tomek, który błaga „Nie chcę, żeby bolało", ale staje w korytarzu i uparcie przyciska dzwonek do drzwi Magdy. Jacek, który nie może sobie ułożyć życia, a jednak nigdy nie narzeka: brat jest jego jedyną rodziną, pewnie pamięta go zdrowego, a dziś bardzo nie chce go stracić. O miłości śni także prosty policjant zakochany w dziewczynie.
Jest w filmie Koxa dystans i humor. Wśród trudnej, szarej rzeczywistości, reżyser pozwala sobie na fantazje. Są więc na ekranie wielkie, płynące po niebie zeppeliny - symbole wolności, które widzi Tomek. Są marzenia o szczęściu, gdy w czasie jego wizyt małe mieszkanie Magdy zamienia się w egzotyczny ogród." (Barbara Hollender, "Rzeczpospolita")
Bodo Kox, reżyser: "Chciałem kręcić we Wrocławiu, ale dla dobra budżetu lepiej było znaleźć podobne lokalizacje w stolicy. 31 lat spędziłem we Wrocławiu. Mama, tata - urodzeni we Wrocławiu. Dziadkowie w 1948 roku zjechali z centralnej Polski i Kresów. Filmowy debiut to życiowy powrót do korzeni. [Inspiracją było wrocławskie osiedle Kosmonautów] Mieszkałem w pobliżu, kiedy pisałem scenariusz. Codziennie, w drodze na przystanek tramwajowy, podziwiałem architekturę gierkowskiego blokowiska, połączonego z plombami ze schyłku XX wieku. Paskudne bloki, dziwacznie pomalowane i kiczowata nowa architektura. Ten futurystyczny pejzaż działał na moją wyobraźnię. Chodziłem tamtędy, słuchając Sigur Rós, Radiohead, debiutanckiej płyty Thoma Yorke'a. W filmie moje muzyczne inspiracje wykorzystywali twórcy oryginalnej ścieżki dźwiękowej: wrocławianin Filip Zawada i Joanna Halszka Sokołowska. Wizualizowałem sobie nad blokami "Kosmosu" sterowce i zastanawiałem, jak wygląda życie w takim zamknięciu. Jakie mogą być losy mieszkańców mrówkowców? Jestem winien flaszkę osiedlu Kosmonautów." (stopklatka.pl)